aidajzw blog

Twój nowy blog

Łącznie w 2006:
Dotrzymanych noworocznych postanowień-0
Diametralnych zmian w aparycji-2
Postępy w rysowaniu-0%
Szkolnych niepowodzeń-tysiące…
Ekscesów z facetami-9
Zjedzona czekolada-z powodu drakońskich ograniczeń jedyne 90%spożycia krajowego
Dni spędzone w królestwie Rune Midgaardu: w sumie ok 3 miesięcy, ragnarok powaznie uzależnia….
Nowych znajomych-dziesiątki….
Nowych prawdziwych przyjaciół-4
Nieprzespane noce-przytłaczająca większość…
Wypalonych kadzidełek-kilometry…
Pryszczy-konstelacje…
Postanowienia noworoczne:
1)Malować. Raz dziennie, codziennie. Codzienne.
2)Pozbawić świat jakichś czterech kilo mojej wspaniłej osoby
3)Wziąść sie wreszcie w garść i zacząć cokolwiek do tej szkoły robić…trzeba sie dostać do jakiegos normalnego liceum.
4)Dotrzymać postanowień. Przynajmniej tego 1….

Dosiego kochani!

Podejdźmy do siebie blisko i popatrzmy sobie w oczy. Dajmy innym siebie, otwórzmy serca. Nie przechodźmy obojętnie wobec cierpienia, czy samotności. Nauczmy się mówić kocham, jesteś piękna, dziękuję, wybacz, cieszę się kiedy jesteś obok. Jest tyle pięknych słów i tylu ludzi na nie czeka. Spróbujmy słuchać innych. Przeżywajmy każdy dzień tak intensywnie, jakby jutro miało nie nastąpić. Cieszmy się promykiem słońca w pochmurny dzień i każdym małym sukcesem. Wsłuchajmy się w swoje serce. Pozostańmy na zawsze dziećmi. Bądźmy szczęśliwi i dzielmy się tym szczęściem z innymi. Nie bójmy się, jak nie boją się ci, którzy kochają.

Wydarzeniem pierwsze: Dzień Końca na który to rozdygotane oczekiwania opisywałam notkę wcześniej.Jak nietrudno się domyślić tragicznym skutkiem wyżej opisanego jest dziesięć miesięcy zmarnowanych na wysłuchiwanie przygnębiająco debilnych wywodów cofniętych nauczycieli oraz jednorazowe przywdzianie mundurka wraz z kanarkowo-żółtym, radośnie pobłyskującym we wrześniowym słońcu krawatem który każdorazowo napawa mnie nieodpartą, nieprzejednaną pokusą spalenia na stosie trefnego uniformu. Drugim traumatycznym wydarzeniem była porażka Unii, jako że była to pierwsza porażka Unii na własnym torze co zniszczyło moje dzieciństwo ponieważ mój młody rozumek był święcie przekonany że rodzimy klub na azotowym torze i nie był przygotowany na taki cios, dodatkowo pogłębiany poprzez zmuszanie Aidy do uzupełniania programu(który był poprzetykany ku radości kibiców różnymi tematycznymi artykułami o tarnowskich tramwajach, chodowli jeży albinosów i przyrządzaniu deserów z kabaczków)dodatkowo ruiny mego dzieciństwa zostały bezlitośnie podeptane przez Ferajnę która odebrała mi wiarę w Adasia Gomółkę. Trzecim tragicznym w skutkach wydarzeniem jest arcywielki niż artystyczny który jeśli przedłuży się jeszcze trochę, może doprowadzić mnie do podjęcia nowej drogi życia. Zostanę wtedy dyktatorem mody i każe facetom ozdabiać sutki brokatem.Czwartym potwornym wydarzeniem było8godzinne odcięcie od internetu, co zaowocowało trzema próbami samobójczymi, zjedzeniem kota i uduszeniem paru staruszek.Doprawdy okropne.

Jako że w akcie desperacji michał postanowić zmienić się w zająca i takim to podstępem wymusić nową notke postanowiłam się z wami podzielić stale wzrastającym napięciem nerwowym, niechybnie związanym z Dniem Końca który nastąpi dnia czwartego miesiąca września, które to nasila się z każdym dniem, spędzając biednej Aidzie sen z powiek…no dobrze, to raczej nieodparta pokusa szybkich, bezlagowych nocnych serwerów fantatycznej krainy ragnaroka, które to przemierzam moją supermegaarcy wypasioną bohaterką której imię boja się wymówić choćby biedni mieszkańcy Prontery, a brzmi ono… *fanfary w tle* Mocarna Irena -wzbudza respekt, prawda? Jednakowoż nie należy ze strachem patrzec w przyszłość, a że z perspektywy ucznia inaczej patrzeć na najbliższe 10 miesiecy sie nie da, zajmijmy się przeżyciami z jakże radosnego okresu wakacyjnego.Otóż, wakacje rozpoczęłam z kopyta w myśl kapłana Krakowskiego, już w dzień zakończenia roku na obóż taneczny opatrzony dla niepoznaki tytułem „wakacje z Bogiem” wyjeżdzając. I tam sie działo…niestety, działo się krótko, jako że odwiedziliśmy ansze góry jedynie na tydzień. Aczkolwiek, Aida miała jeszcze wyjazd do Francji w perspektywie, a takzwany międzyczas szczelnie wypełniła klasowa i emikowa ferajna toteż czas upływam niepokojąco szybko, aż nastał pamietny dzień dwódziesty pierwszy, w którym wyposarzona w Anka wyruszyłam podbijać Francję, a dokładniej uroczą mieścinkę noszącą nazwe Taize. I tam to sie dopiero działo… jednakże wszystko co dobre kiedyś się kończy wiec Aid chcąc nie chcąc wrócił do ojczyzny, owo przykre doznanie brykaniem na konikach umilając. A teraz siedzi w ojczystym nudnym tarnowie, ze świadomością że gdyby nie szczelnie wypełniony ferajną międzyczas, to nie doczekała by jakze stresującego Dnia Końca, bo padła by z nudów, ot co. I ja tam byłam, miód i wino piłam…

Na początku pragnę zaznaczyc iż tytuł nie ma żadnego związku z notką- po prostu nigdy nie mogę wymyślić tytułu, a wpisać coś trzeba, bo Ci ustrojstwo gotowe całe, napisane bądź co bądź z niemałym wysiłkiem wypociny twe bezpowrotnie usunąć. Niedawno upiększono nasz życiorys o jakże wspaniałą wycięczkę mającą na celu integracje miedzynarodową jak i klasową. W moim przypadku drugie zadanie wykonało się niespodziewani dobrze w wyniku czego w moje pozornie spokojno-samotne życe wdarło się trochę zawirowań uczuciowych…W każdym razie przyjemnych nocy w ciżbie długo nie zapomnę:) Zawirowań do dziś nie brakuje, za to kończy nam się rok szkolny i chyba poraz pierwszyn w życiu, nie odliczam dni do szczęśliwego Dnia Końca, jednakże coraz częsciej nawiedza mnie myśl o jawnej niesprawiedliwości reformy oświaty która to przyniosła nam trzyletnie szkoły ponadpodstawowe.
Wakacje w mysl kapłana krakowskiego rozpoczynam z kopyta i już w Dniu Końca wyjeżdżam w malownicze nasze góry szlifować sztuke taneczną. Znając życie, a raczej mój specyficzny organizm zwinę się tam w kąciku, szczelnie owinę szmatkami i będę nażekać na zimno…Jednakże wszystkim tym, którym receptory ciepła działją normalnie i przy 30 stopniach niejakiego celciusza nie zakładają wełnianego szaliczka czy też jak kto woli mocherowego beretu życzę miłych, ciepłych, pogodnych wakacji

Jako że namiętnie strofujecie mnie ażebym napisała notkę, cieszcie się, radujcie i spożywajcie płatki kukurydziane, albowiem uległam waszym żądaniom. Wiosna nareszcie przyszła do Rzeczy pospolitej, a wraz z nią wszystkie antyseptyczne aspekty budzącej się przyrody typu dłuższy dzień czy śpiewające ptaki, jednakże ich wspaniale optymistyczne działanie jakoś na mnie nie działa, tak więc Aid siedzi smutny i samotny, skutecznie opierając się wszelkim próbom pocieszenia. Dodatkowo wena twórcza uleciała ze mnie całkowicie. Nie przejmowała bym sie tym zbytnio, wena kapryśna jest, czasem nas opuszcza, jednakże mnie najwyraźniej porzuciła na amen i nie widziałam jej już od czterech miesięcy, dzięki czemu to, co szumnie bałwochwalczy pochlebcy nazywali „rozwojem” coraz bardziej zwalnia, a ja zaczynam się obawiać że jeśli nabierze jeszcze wolniejszego tempa to zacznę się cofać, o ile już tego nie robię. Jednakże, jako że podczas gdy ja poddam się procesowi cofania większość z was zapewne będzie świętpować Zmartwychwstanie, toteż życze Wam smażonego jajka.

Miałam napisać notkę po feriach. Cóż, można uznać że słowa dotrzymałam, notkę piszę, jest po feriach, a to, że od miesiąca chodzę do szkoły nie ma większego znaczenia prawda? Pierwszy tydzień spędziłam na wybitnie ziomalskim obozie narciarskim. Podejrzewam że dostała bym tam załamania nerwowego, albo brutalnie zabiła moją wyjatkowo mało inteligentną, aczkolwiek wielce gadatliwą współlokatorkę gdyby nie ostoja normalności, Ania, którą w tym oto miejscu serdecznie pozdrawiam i dedykuję jej tę notkę. Czuj się wyrózniona siostra. Jak się okazało, Ania jest też doskonale cierpliwym instruktorem sztuki jazdy na nartach, toteż wróciłam zdrowa na ciele i…no, umyśle równierz, jeśli nie liczyć tego że na słowa „elo ziooom” dostaję spazmów. Drugi tydzień spędziłam przyjemniej, mianowicie u siostry w Wielkim Mieście Krakowskim, gdzie między innymi świętowałam swoje 15 urodziny, które są, bądź co bądź ważne ze względu na to, że żaden pedofil mnie juz nie dosięgnie, wraz z Piotrem Wojtyłą, nieślubnym synem Papieża, mocno zakręconym Wiśnią, patologiczną Kasią i innymi członkami co prawda, nie do końca normalnej, aczkolwiej bardzo miłej studenckiej ferajny w przytulnej klubo-kawiarni „Łubu-Dubu”.Piotra Wojtyłę, nowego nażeczonego siostry osobiście daże wielką sympatią, aczkolwiek moja matka stwierdziła iż nie nadaje się na męża Natalii, a to z tego powodu, że będą mieli brzydkie dzieci, co i tak wedłóg mnie jest mało prawdopodobne, ponieważ Piotr ma specyficzne hobby, mianowicie jeżdżenie po Bajkale rowerem, w wyniku czego parę razy zdarzało mu się do owego jeziora wpaść, niefortunnie pasem w dół, co może oznaczać nie lada kłopoty z potencją biorąc pod uwagę fakt że syberyjskie jeziora nie należą do najcieplejszych. Jednakże, moja siostra jest optymistką, liczy że dzieci odziedziczą urodę po niej, a na Syberii ostatnio się ociepliło do -40 C więc należy być dobrych myśli. W tym semetrze naszej szkole nareszcie udało się wypełnić wolę świętej pamięci Kapłana Krakowskiego i ruszyliśmy z kopyta, a dokładniej ze sprawdzianu. A tak całkiem dokładnie to z sześciu. Ale, to nic, narazie się nimi nie przejmuję poniewarz znalazłam o wiele ciekawsze rzeczy do oglądania niż podręczniki, mianowicie filmy z Johnnym Deppem, które to namiętnie oglądam od tygodnia w każdej chwili spędzanej w mym zabałaganionym domku, niestety powoli zbliżam się do końca filmografii tego jakże utalentowanego (o urodzie nie wspominając:P) pana, toteż całkiem możliwe że kolejne sześć sprawdzianów spotka się z większą uwagą z mojej strony. Z racji Wielkiego Postu prowadzę hulaszczy tryb życia, a precyzyjniej hulaszczo-weekendowy tryb. Jak narazie z tych nocnych eskapad wynikło to, że Bezgłowa Buka przedstawia ucieleśnienie zła, aczkolwiek ostatnio przegrywa w rankingach z czarownicą z muminków a pod moim łóżkiem mieszka ZUY Skarpet Mroku który kiedyś wyjdzie spod niego by oznajmic światu jego rychły koniec, a moja patologiczna rodzina złożona z Juta – mojego męża, alkocholika z obsesją na punkcie Radia Maryja i chorowitego syna Ferdynanda o adoptowaną córkę, Gabrysię. Na zakończenie dodam że bardzo, ale to bardzo żałuję mych haniebnych zabaw sobotnich w okresie Wielkiego Postu i w ramach pokuty przywdziewam Mocherowe Kapcie Pokuty.

W związku z licznymi apelami stworzyłam tę oto notkę. Czytajcie, kontemplujcie i bądzcie zadowoleni. Ostatnimi czasy jestem troche zabiegana, a klimat, który powoli zmienia się w arktyczny, wcale mi w owym zabieganiu ulgi nie przynosi. Jak również zepsute słuchawki, obtarte nogi,uciekające autobusy, dziura w rękawiczkach oraz to, że płyty się nieubłaganie i nieodrwacalnie rysują. Ostanio nabyłam nowy problem, za niebagatelną sumę, a dodatkowow ramach prezentu urodzinowego, mianowicie Piekielne Buty Taneczne „Kozdra”. Skutecznie utrudniają chodzenie, o tańczeniu już nie wspomnę, niesamowicie uwierają palce i zdążyły mnie obetrzeć zanim jeszcze zdołałam je porządnie ubrać. Mimo tego jakże wspaniałego nabytku udało mi się przetrwać te półtora godziny, a nogi nawet nie odpadły. Przynajmniej narazie. Z powodu nadchodzącej matury SeeU nie bardzo pali się do HTMLowania mojego upragnionego szablonu, spróbowałam sama tego dokonać, niestety, z miernym skutkiem. Nawet niesamowity kurs Grzeli nic nie dał. A facet nauczył nas przynajmniej najważniejszej rzeczy – robienia pływających napisów:/ Jak posiądę tajemną umiejętność posługiwania się językiem HTML to szablon zmienię. Chociarz myślę, że prędzej SeeU napisze maturę.

Tak, jak można to było przewidziec, święta były ekhm… święta były z babcią, to powiino starczyc. Spędziłam trzy dni na słuchaniu o złej-i-niedobrej Aidzie, złych-i-niedobrych ciuchach Aidy, złym-i-niedobrym pokojem Aidy, złych-i-niedobrych ubraniach Aidy oraz złym-i-niedobrym i tak dalej, chcociarz tegoroczne świeta były nader ciekawe bo usłyszałam nową uwagę, jakoby chłopcy przy mnie KOGUCIEJĄ. Wywnioskowano to po zachowaniu mojego kuzyna który postanowił umy naczynia po wigilijnej kolacji, co oczywiście było bardzo złe-i-niedobre ponieważ napewno było to pod wpływem mojej złej-i-niedobrej obecności. Święta były, minęły, a mnie czekało tylko słodkie lenistwo w oczekiwaniu na nowy rok. W sylwestrową noc przyszły do mnie dziewczynki, pan miał również przyjśc, w torcie, aczkolwiek wyszedł zakalec i pana nie było. Jednakże, nie zrazone męską nieobecnością, śmiałyśmy się z komedii, z horrorów jeszcze bardziej, piłyśmy obrzydliwego pseudo-szampana(którym Jut bardzo inteligentnie prawie sie zabił) radośnie machałyśmy łapkami wołając (tu trzeba zaznaczyc że bardzo spostrzegawczo)”Wesołych Świąt!”, wydreptywałysmy na pasie zieleni HAPPY NEW YEAR,zrobiłyśmy to wybitnie krzywo, ale zabawa była po pachy, obżerałyśmy się do oporu i ogólnie bardzo super było. A teraz wróciliśmy do naszej starej, jednakże nie szarej bo wybitnie zakręconej szkoły z perspektywą poprawki z matematyki w pierwszy dzień…

No więc u mnie nadal fajnie jest, no może ktoś mnie olewa, ale narzekac nie będe święta w końcu idą trzeba by optymistycznie nastawionym…Chociarz jesli ktoś ma w perpektywie zjazd Nawiedzonej-Dębickiej-Ferajny to może brak rózowych okularów zostanie mu wybaczony? Dodatkowo jestem w silnym stresie że Alina wybierze akurat mnie na jedno z 12 wigilijnych dań…Ale kto powiedział że życie ucznia jest miłe spokojne i bezpieczne? Mimo wszystko, będe silna i przetrwam doroczny zjazd bo mój art-blok nareszcie dał sobie spokój i naszła mnie wena więc w owych potwornych chwilach które mnie czekają przyświeca mi będzie tydzień radochy twórczej, zakończony sylwestrem, robionym o dziwo u mnie aczkolwiek bez udziału płci brzydkiej, poniewarz według mej rodzicielki „nie wypada”. A dlaczego nie wypada? A tego to nie wie nikt, nawet ona, ale nie martwcie sie stwierdziła że „mimo iż jeszcze nie wie to sie dowie i powie mi w środe”.Cóz…Pozostaje czekac, kiedyś, miejmy nadzieję, nasza cierpliwośc zostanie wynagrodzona, oby tylko przed Nowym Rokiem. Po trzymiesięcznej tułaczce od-klubu-do-klubu nareszcie przygarnięto nas do jakiejś szkoły tańca.Tym jakże uprzejmym gestem popisał się klub Emika, co więcej, nawet nas pochwalono, aczkolwiek nie dokońca wiem za co, bo przez większośc czasu staliśmy jak te baranki, totalnie nie wiedząc o co chodzi. Stało się coś potwornego: moja rodzicielka zainteresowała się moimi ocenami. Jeśli ten jakże niebezpieczny stan się przedłuży konsekwencje mogą okaSac się straszne więc co prędzej nalezy podjąc jakieś zdecydowane działania i przywrócic mateczkę do normalności. Nasz genialny plan lekcji zawierający dwieście czterdzieści trzy godziny tygodniowo nie pozwala nam przebywac w domu dłużej niż dwie/trzy godziny na dobę, a dodając do tego to, że grono pedagogiczne leczy swoje kompleksy gnębiąc nam tonami zadań domowych, czasu zostaje nam wybitnie mało. Jednakże jako wyjatkowo wybitni i przedsiębiorczy przedstawiciele naszego gatunku, zawsze znajdzie się czas na knucie planów dotyczących wysłania mandaryny na sybir ekhm..na eurowizję, unieszkodliwieniu Aliny, wykradaniu niewinnych dusz, o podbiciu świata przez Kiwi nie wspominając. A’propo dusz. Klikajcie…. Skoro już kliknęliście, wesołych świat życze. *nuci* I have your soul babe!


  • RSS